/hamag/assets/otwarcie-jpg-9733.jpeg

Robert Majkut – zawodowo zajmuję się przyszłością

Robert Majkut to ceniony na świecie designer, autor wielu nietuzinkowych projektów. Z sukcesem wykreował markę fortepianów Whaletone, będących rynkowym przełomem w branży muzycznej.

Data publikacji: 07.06.2017

Rozmawiamy z Robertem Majkutem, designerem, ekspertem w kompleksowym projektowaniu dla biznesu, dyrektorem generalnym w firmie Robert Majkut Design – jednej z najbardziej cenionych w branży kreatywnej w Polsce. Studio Robert Majkut Design obchodziło niedawno 20-lecie, jest więc co wspominać!

Robert Majkut

HAmag: Czym jest dla Pana piękno? Ma jakieś bliżej określone cechy, czy jest po prostu olśnieniem?

Robert Majkut: Nie ma czegoś takiego jak uniwersalne, skodyfikowane piękno, którego definicję byśmy znali. Gdyby tak było, tworzylibyśmy tylko rzeczy piękne i na tym cała przygoda by się skończyła, ale nie ma takiego wzorca i takiej zasady. Są dwa elementy składowe, które pomagają nam zbliżyć się do czegoś, co uznajemy za piękne i harmonijne – w sposób mniej lub bardziej tożsamy dla określonej grupy ludzi, dla określonej kultury, języka, miejsca pochodzenia. I takimi kodami się posługujemy, choć i to się zmienia, co widać doskonale w tym, co na przykład uznawane jest za piękne w wyglądzie kobiet na przestrzeni wieków i w innych dyscyplinach estetycznych i paraestetycznych czy w ogóle kreatywnych. Taka cyrkulacja idei i zmian preferencji również następuje. Myślę, że dążenie do piękna jest siłą napędową działań, które służą do poprawiania tego, co już działa wystarczająco dobrze, funkcjonalnie, natomiast estetycznie się w czasie dewaluuje. Poszukujemy nowych jakości.

Proton fot. M. Frydrysiak

H.: Jak pobudza Pan swoją kreatywność? Co Pana inspiruje do pracy?

R.M.: Jestem takim kreatywnym umysłem do wynajęcia. Może będzie to nieskromne co powiem, ale mam taki właśnie kreatywny sposób myślenia, kreatywny umysł i na byciu kreatywnym polega moja praca i moja umiejętność. Czasami wystarczy, że zamknę oczy i będę intensywnie myśleć. Wtedy sobie coś wyobrażam i jest to wystarczający impuls i warunek do tego, żeby powstał pomysł na projekt. Innym razem potrzebuję więcej czasu, lepszej koncentracji i większego skupienia, natomiast trudno mi mówić co się na to składa. Od jakiegoś czasu to zagadnienie mnie samego intryguje… W jaki sposób powstają rzeczy, które rodzą się jako zwarte idee? Czy to nie jest tak, że konkretna konfiguracja zdarzeń, obrazów sytuacji impulsów, doświadczeń, które następują w moim życiu są połączone ze sobą takim paliwem, które pcha tę maszynę do przodu?

Obok mnie przecież chodzą ludzie, którzy oglądają to samo co ja, słyszą to samo, dotykają tych samych rzeczy, faktur, doświadczają tych samych zjawisk, słuchają podobnej muzyki, a jednak w ich umysłach nie konwertuje się jeden zespół czynników na inny, który owocuje jakimiś  ideami, a u mnie tak. Czyli jest we mnie jakiś czynnik wewnętrzny – taki rodzaj katalizatora czy stymulanta idei, który jest właściwy mojej osobowości. To jest tajemnicze spirytus mundi tego działania, które ja dokonuję i to jest frapujące, bo jest pewną zagadką, której nie da się rozszyfrować łatwo. Myślę, że to jest trochę tak, jak z talentami do języków, matematyki czy grania na instrumentach. Niektóre nawet chodzą ze sobą w parze, np. matematycy są świetnymi muzykami. Niektóre talenty są ze sobą połączone pewnymi obszarami mózgu. Być może ja mam nadaktywny, choć tylko jeden obszar mózgu (śmiech).

H.: Studio Robert Majkut Design obchodziło niedawno 20-lecie. Do tego czasu powstało wiele projektów i ponad sto tysięcy metrów kwadratowych powierzchni unikalnie zaprojektowanych wnętrz. Do tego przeszło 130 klientów. Z czego jest Pan wyjątkowo dumny? Które projekty są Panu najbliższe?

Centrum Private Banking Alior Banku, photo by Olo Studio

R.M.: To pytanie w stylu „które dziecko kocham najbardziej”. Zawodowo zajmuję się przyszłością. Lubię projekty, które przyniosły mi wiele satysfakcji, stały się czynnikiem motorycznym następnych zdarzeń, które spowodowały, że ktoś je docenił, uznał, że są mu bliskie estetycznie i sięgnął po telefon czy maila, aby się z nami skontaktować i zrobić kolejne. I trudno jest mi oceniać moje prace w ten sposób z perspektywy czasu, bo one są już trochę za moimi plecami. Już się zdarzyły. Lubię większość moich projektów, może poza tymi bardzo starymi z początków mojej działalności. Dziś, spoglądając na nie, bym powiedział, że można to było zrobić lepiej, inaczej. Wszystko się permanentnie zmienia w czasie i wymaga przemyślenia czy wtedy było to najwłaściwsze, ale to już się stało.

Zaczynam podchodzić do przeszłości w kategoriach „zamknięty i skończony”. To, co do tej pory zrobiłem jawi mi się jako wspólny bagaż doświadczeń, które trzeba traktować indywidualnie ze względu na inny punkt początkowy i uwarunkowania, budżety i wiele innych czynników, które miały na to wpływ. Dzisiaj rozpatrywanie tego w kategoriach, co było ważniejsze, nie ma sensu. Bardziej zaczynam koncentrować się na tym, co jeszcze jest przede mną.

Noble Bank Marszałkowska, fot. Olo Studio

H.: Jak Pan ocenia kondycję polskiego wzornictwa? Jak wiele się zmieniło przez te 20 lat?

R.M.: Gdybym chciał być na siłę miły, powiedział bym że wiele się dzieje. Gdybym chciał być złośliwy i wredny, powiedział bym, że wiele się dzieje, ale nic z tego nie wynika. A myślę, że jest ono trochę takie „na naszą miarę”. Rozmawiałem ostatnio z moją partnerką, o tym jakie były jej doświadczenia podczas studiów w USA i jak to się działo, że ludzie tam błyskawicznie rozpoznawali, kto w ich gronie jest ze Wschodniej Europy. Próbowaliśmy rozwikłać zagadkę na czym polega ta wizualna, projektowa tożsamość i wspólnota estetyczna, która z nas tak emanuje, że jesteśmy rozpoznawalni.

Mrs. President by Piotr Kłosek

H.: To było z pewnością dawno temu i mieliśmy inne możliwości, niż ludzie z „Zachodu”…

R.M.: Doszliśmy do wniosku, że my cały czas, mimo tego, że bardzo przyspieszyliśmy, mamy do pokonania pewien dystans, który wynika z braku pokonania tego ostatniego odcinka, aby wyrównać do stawki swobodnie operującego wszystkim Świata. Nadal nie mamy wystarczającej odwagi, aby np. pojechać z wystawą do Mediolanu i pokazać wszystkim cokolwiek konceptualnie naszego, ot tak po prostu, żeby osiągnąć „efekt WOW” ideowy a nie komercyjny. Cały czas idziemy na odległość szeptu tuż za wszystkimi, którzy kreują design, natomiast nie kreujemy go sami. Będę zadowolony z kondycji polskiego designu, kiedy my zrobimy coś, co zrobili np. Hiszpanie czy Duńczycy, którzy robią to w taki sposób, że widząc ich meble, ma się wrażenie, że wymyślili je na nowo. Tego mi brakuje.

Bo my już potrafimy zaprojektować wygodne meble i wyprodukować je lepiej, niż niejeden kraj zaliczany do światowej czołówki. Brakuje nam tego czynnika, który sprawia, że robimy coś dla frajdy, a nie dlatego, żeby skalkulować dobrze sprofilowany przemysł produkcyjno-wzorniczy  bo wtedy zawsze będziemy myśleli w kategoriach wyrobniczych a nie w liderskich. Będziemy innowacyjni, bo tacy chcemy być w działaniu i kreowaniu świata, który nadchodzi, a nie wyłącznie zaspokajający potrzeby świata, który już bardzo dobrze znamy. Kidy pokonamy ten dystans, będziemy świetni, ale jeszcze trochę nam brakuje. Moim zdaniem mamy przesadną ostrożność w byciu szalonym, w realizacji planów śpiących głęboko w duszy.

Projekt oddziału korporacyjnego ING Banku Śląskiego, fot. Olo Studio

H.: Ostatnio głośno jest o Pana najnowszym projekcie – wnętrz restauracji Wabu – Sushi & Japanese Tapas. Skąd pomysł na tę realizację?

R.M.: Klient był bardzo mocno zaangażowany w projekt i doskonale wiedział  czego nie chce zrobić. Taka świadomość jest bardzo pomocna, bo czasem trudno mieć wiedzę na temat tego, co chcemy osiągnąć. Gdy wiemy już, czego nie chcemy, to może być to ogromną wskazówką. Wabu – Sushi & Japanese Tapas proponuje dania inspirowane japońską kuchnią regionalną, dlatego też projekt tej restauracji ma taki charakter. Trudno jest wykreować przeniesienie autentycznej Japonii do jednego z najnowocześniejszych miejsc Warszawy z widokiem na Warsaw Spire. Trzeba było umiejętnie zrównoważyć te elementy, posługując się metaforą.

Pozwoliliśmy sobie na lekkość myślenia w kategoriach pewnej umowności i posługiwanie się cytatami oraz tym, co nam Polakom z Japonią się kojarzy estetycznie i wizualnie. Dlatego np. nad barem są beczki od sake z wypisanymi na nich wierszami haiku, które namalował Japończyk. Podobnie dekoracje na ścianach swobodnie kojarzą się nam z filmami o samurajach i japońskimi proporcami bitewnymi. To współczesne miejsce, które ma oddawać klimat Japonii, jaką sobie wyobrażamy.

Projekt wnętrz restauracji Wabu – Sushi & Japanese Tapas, fot. Szymon Polański

H.: Czy my Polacy doceniamy dobry design?

R.M.: Tak. Kiedyś miałem wątpliwości, ale dziś zauważam, że potrafimy go docenić. Ilość „wchłanianego” przez Polaków designu rośnie. Nasza gotowość do dostrzegania ciekawych wzorniczych rozwiązań jest dużo wyższa, niż kilkanaście czy dwadzieścia lat temu. Nie zawsze robimy to w sposób świadomy, mówiąc: „och! jakiż to doskonały projekt ikony designu jest przed moimi oczyma!”, a raczej dostrzegamy, że coś nam się podoba i dobrze działa. Chcemy z niego korzystać, nie myśląc o tym, że jest to przedmiot zaprojektowany specjalnie, abyśmy go pozytywnie doświadczali naszymi zmysłami. Przyjmujemy to jako dobrodziejstwo, które rozgaszcza się naturalnie w naszej rzeczywistości.

Design jest coraz bardziej obecny w naszym codziennym życiu. Jeździmy dobrze zaprojektowanymi autami, siedzimy w parku na wygodnych i estetycznych, a przy tym trwałych ławeczkach… Tych wzorniczych składowych naszej rzeczywistości jest tak dużo, że nie robi to już na nas tak wielkiego wrażenia. Szokiem by raczej było, gdyby nam to ktoś zabrał nagle i postawił przed nami przedmioty np. sprzed 20 lat. Przyzwyczailiśmy się do tego, że otaczająca nas rzeczywistość jest coraz piękniejsza i wygodniejsza, co nas też trochę rozleniwia, ale jest jeszcze dużo do zrobienia.

H.: Jakie plany na przyszłość ma Robert Majkut? Czym nas Pan w najbliższym czasie zaskoczy?

R.M.: Planuję opowiedzieć coś ciekawego o sobie ludziom w formie pewnego artystycznego manifestu.

H.: Co się za tym kryje?

R.M.: Gdybym to teraz zdradził, nie byłoby niespodzianki.

Dziękuję za rozmowę.

WHALETONE, fot. Polański Studio Fotografia

Zobacz także

Ludzie / #Wywiad

classic-jpg-9315

Hagi – o kosmetykach prosto z natury

Mama i córki. Każda z nich to inny żywioł, ale pasja ta sama – naturalne mydła, kremy, balsamy i peelingi robione z olejów, roślinnych maseł i olejków eterycznych. Oto Hagi!

Ludzie / #Wywiad

classic-jpg-9016

Bike Town Przemyśl – za zakrętem czeka przygoda

Maciej Kucbora – wielki pasjonat rowerów górskich opowiada o swojej wielkiej pasji i zbliżającym się festiwalu Bike Town Przemyśl.

Ludzie / #News

szczesny-classic-jpg-8101

Rusza cykl spotkań z Jakubem Szczęsnym

Jeden z najsłynniejszych polskich architektów odwiedzi w tym miesiącu cztery duże polskie miasta.