/hamag/assets/otwarcie-jpg-4178.jpeg

Lalki, które mają TO spojrzenie

Czym jest repaint, customizacja lalek i reroot? Dlaczego lale mogą mieć moc terapeutyczną? Zapraszam na wywiad z artystką z Ignatow Repaint Dolls!

Data publikacji: 11.08.2016

Z piegami i w sukience z włóczki, z protezą nogi i na wózku inwalidzkim, bez włosów i z burzą czarnych loków, z blizną na pół twarzy i aparatem słuchowym, w zwiewnej tutu czy zimowym płaszczyku – dla niej nie ma niemożliwego. Ania Ignatów, znana jako Ignatow Repaint Dolls wykonuje twórcze metamorfozy lalek. Zmienia wulgarne seksbomby w sympatyczne i charakterne lale. Jest samoukiem, nie ma wykształcenia artystycznego. Z wykształcenia prawniczka, na co dzień pracuje w kancelarii, a po godzinach uwalnia w sobie swoją drugą naturę – kreatorki, artystki, marzycielki. Nam zgodziła się opowiedzieć, dlaczego zdecydowała się na twórczy i sentymentalny powrót do dzieciństwa i zabawę... lalkami!

Ania Ignatów zmienia lale nie do poznania!

Angelika Drygas: Przeglądam Twoje lalkowe realizacje i nie ukrywam zdumienia. Tyle rozmaitych konceptów!!! Co Cię inspiruje do tworzenia kolejnych modeli?

Ania Ignatów: Dziękuję! Zawsze to dla mnie wielka radość, gdy komuś przypadną do gustu moje prace, zwłaszcza, że nie zawsze są one idealne. Cały czas staram się doskonalić swój warsztat, aby z każdą kolejną lalką moje "metamorfozy" były lepsze. Skąd czerpię inspirację? Zewsząd. Od małych dziewczynek, jak moje córki, po różne zdjęcia w Internecie, stylizacje, czyli wszystko to, co w danym momencie mnie zachwyci. Często przygotowuję się do danej lalki przez jakiś czas – na przykład do lalek niepełnosprawnych, aby jak najlepiej oddawały to, co chcę przekazać.

Lalki mogą mieć moc terapeutyczną...

A.D.: I to widać… Dlaczego zajęłaś się tworzeniem lalek? Jaka jest idea powstania Ignatow Repaint Dolls?

A.I.: Moje lalki nie powstałyby, gdybym nie urodziła bliźniaczek, prawie trzy lata temu. Prawda jest taka, że rodzic dorasta razem ze swoimi dziećmi i wraz z ich rozwojem zmieniają się zapotrzebowania na różne zabawki oraz pomoce naukowe. Gdy moje córki były już troszkę większe, zaczęły wchodzić w etap lalek. Gdzieś w czeluściach Internetu znalazłam artykuł z filmem australijskiej artystki Sonii Singh, która stworzyła "Tree Change Dolls". Oczywiście nie była ona pierwszą osobą, która praktykowała repaint. Mam wrażenie, że wiele osób tak myśli – ja przynajmniej tak myślałam, póki nie odkryłam, jak bardzo rozpowszechnione jest na świecie to zjawisko, również w Polsce, co mnie bardzo cieszy!

W naszym kraju mamy wielu zdolnych repainterów, czy ogólnie osób, które zajmują się przemianami lalek. Sam repaint to zmiana makijażu fabrycznego lub dodanie pewnych elementów, ale w skład customizacji lalek wchodzą jeszcze inne pojęcia, jak na przykład reroot, który polega na ręcznej wymianie fabrycznych włosów lalki i nadanie nowych, według własnych upodobań.

Jestem w gorącej wodzie kąpana, zatem zaczęłam przeszukiwać wzdłuż i wszerz Internet w poszukiwaniu informacji na temat repaintu. Moje pierwsze prace wywołują we mnie szeroki uśmiech na twarzy, choć wtedy byłam nimi zachwycona! Pogłębianie wiedzy na ten temat, pokora i ciągłe doskonalenie swojego warsztatu spowodowały, że obecnie lubię to, w jaki sposób maluję swoje lalki. Cały czas staram się tworzyć nowe makijaże, inne od poprzednich, rozmaitymi technikami i sposobami, aby nie ulec wrażeniu, że zapędziłam się w malowaniu na tak zwane „jedno kopyto”.

Dzieci bardzo często identyfikują się ze swoimi lalkami

Odnawiam też bardzo wiekowe egzemplarze – malowałam stare bobasy, prawie 30-letnie. Jedna mama chciała dla swoich córek lalki, którymi sama się bawiła. Zdarza się też, że przywracam do życia zapomniane lale. Jednego razu wykonywałam lekkie poprawki na fabrycznym makijażu dwóch lalek, które miały ponad 25 lat. Lubię eksperymentować z materiałami, dlatego przymierzam się do ćwiczeń nad kolejną nowością w moim zestawie produktów, ale na razie nic więcej nie zdradzę [śmiech].

A.D.: Już się nie mogę doczekać! To bardzo inspirujące… Jak w skrócie przebiega ten proces? Czy jest długotrwały?

A.I.: Wszystko zależy od tego, jaką lalkę tworzę. Jeśli jest to klasyczna lalka, w normalnym ubraniu, fryzurze, to praca trwa kilka dni. Przede wszystkim potrzebuję lalki-bazy, czyli starej, kilkunastoletniej (albo i nowej, jak kto woli ), najlepiej mocno eksploatowanej przez dzieci (lubię takie wyzwania). Kiedy widzę daną lalkę, często mam przed oczami końcowy efekt, wiem, jak będzie wyglądała. Ułatwia to pracę, ponieważ trzymam się wtedy planu, zarówno pod kątem makijażu, jak i całej stylizacji. Rzadko maluję spontanicznie, chyba że mam nagły przypływ weny [śmiech].

Po pierwsze, usuwam fabryczny makijaż. Nie na wszystkie lalki można stosować wszystkie chemikalia – trzeba uważać, by nie uszkodzić materiału, z którego jest zrobiona głowa, jak na przykład winyl. Najczęściej stosuję zmywacz lub czysty aceton kosmetyczny. Potem następuje lalkowe SPA – ciepła woda, bąbelki i piana. Brakuje tylko lampki szampana [śmiech]. Lalkę myję dokładnie, łącznie z włosami – choć jest to martwy włos, znam pewne sposoby, które pozwalają przywrócić im miękkość i puszystość (czasem tak nietypowe, jak płyn do płukania tkanin). Następnie, jeśli włosy tego wymagają, należy zająć się nimi pod kątem rozczesania. Lalę owijam w bawełniane ręczniczki, a na głowę zakładam folię spożywczą, aby spray zabezpieczający, który matowi twarz lalki, nie dostał się na inne partie ciała, tudzież włosy.

Gdy warstwy bazowe sprayu są nałożone, można przystąpić do najprzyjemniejszej czynności, czyli wykonanie makijażu. I tutaj są różne sposoby w zależności od osoby repaintera. Ja lubię pracować na kredkach, suchych pastelach oraz farbach akwarelowych. Gdy makijaż jest już skończony, zabezpieczam go warstwami utrwalającymi (jedni spryskują go w trakcie, utrwalając kolejne warstwy lub podobnie jak ja – zabezpieczają cały makijaż na samym końcu). "Mokre" oczy i usta tworzę za pomocą przeźroczystej farby akrylowej. Potem tylko fryzura, ubrania, dodatki i voilà! Lala skończona!

A.D.: No jest sporo pracy!!! A czyje rysy twarzy mają Twoje lalki?

A.I.: Często Czytelnicy piszą, że moje lalki przypominają im moją osobę. Robię to oczywiście nieświadomie, ale jak każdy, kto robi coś własnoręcznie, przekazuję cząstkę siebie – w tym przypadku może faktycznie częściowo moją twarz. Wiele zależy też od klienta. Czasami lalka ma nosić znamiona podobieństwa do dziecka – zdarza się to w 90% zamówień – ma ona przypominać dzieci klientów lub zawierać elementy ich twarzy. Każda lalka posiada już fabryczny kształt lica, więc niekiedy trudno jest stworzyć idealne odwzorowanie rysów dziecka.

A.D.: Jaka jest Twoja najbardziej szalona realizacja, jaka najbardziej ulubiona, a która najtrudniejsza?

A.I.: Najbardziej szalona realizacja? Oj, było ich kilka: lalka-kotek, lalka-wróżka, lalka-ulubiony Youtuber gier komputerowych, odnowa lalek porcelanowych – troszkę tego się nazbierało. Najtrudniejsze na pewno są lalki niepełnosprawne, nie tylko pod kątem realizacji, jak na przykład lalka na wózku czy z pooperacyjnymi bliznami, ale przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę odzwierciedlają one prawdziwą chorobę czy problem zdrowotny dziecka, dla którego ją wykonuję. Smuci mnie niezmiernie, że dzieciaki bywają skazane na potworne choroby, a mimo wszystko są najdzielniejszymi osobami, jakie kiedykolwiek poznałam. Mam również nieodparte wrażenie, że takie lalki są potrzebne dzieciom, o czym już niejednokrotnie się przekonałam. Stają się ich kompanem w chorobie. Pełnią funkcję terapeutyczną.

Dziecko widzi, że lalka ma taką samą bliznę na pół ciała, jak ono, gdzie w towarzystwie rówieśników na przykład ciężko znaleźć drugie takie dziecko z tym samym problemem. Zatem taka lalka sprawia, że dziecko nie czuje się wyalienowane i wyobcowane. Jest towarzyszem niedoli, smutków, ale i radości, powiernikiem tajemnic. Często tego typu lalki pomagają także rodzicom chorych dzieci – widzę to podczas realizacji zamówień, gdy przykładają ogromną wagę do szczegółów, takich jak kolor cieni pod oczami lalki, czy kolor aparatu słuchowego.

A.D.: Tak, lalka na wózku robi niesamowite wrażenie… A troszkę z „innej beczki”: jaki jest Twój stosunek do Barbie?

A.I.: Wychowałam się na Barbie, miałam Barbie z Peweksu – totalne szaleństwo! [Śmiech]. Nie mam spaczonego spojrzenia na swój temat. Nie zastanawiam się, dlaczego nie jestem długonogą blondynką, tylko kurduplem – 160 cm w kapeluszu [śmiech] – bardziej przypominam indiańską pannę, niż piękną Barbie. Aczkolwiek mam wrażenie, że lalki Barbie za moich czasów, z lat 80. i 90. były o wiele delikatniejsze i miały to "coś", czego często brakuje w obecnie produkowanych lalkach.

A.D.: Ja też miałam Barbie z Peweksu! Sama szyjesz ubrania dla lalek?

A.I.: Mam fajną teściową, a ona ma fajną synową, więc pomaga mi przy szyciu ubrań. Często również ubieram lalki w oryginalne stroje z ich serii, jeśli nie jest to wulgarne. Stylizacja ma prezentować styl dziecięcy i młodzieżowy.

A.D.: Dla kogo wykonujesz kolejne modele? Jak można do ciebie trafić?

A.I.: Lalki wykonuję w większości dla dzieci. Kolekcjonerzy raczej moich lalek nie kupują, bo to nie ten target. Choć jedna pani z Australii kupiła ode mnie moją wersję Marylin Monroe, ponieważ jest jej wielką fanką. Trafić do mnie można poprzez e-mail: repaint@ignatowdolls.pl lub moją stronę na Facebooku – Ignatow Repaint Dolls. Aktualnie mam awarię strony, więc tam Was niestety nie zaproszę, bo pocałujecie wirtualną klamkę.

Kunszt i precyzja wykonania w przemianach porcelanowych lalek

A.D.: Jak byłaś mała lubiłaś bawić się lalkami?

A.I.: Oczywiście! Pamiętam, jak dziś, że miałam dwie pierwsze lalki – jedną Steffi, która po naciśnięciu guzika na plecach mówiła kilka zdań oraz czarnoskórą, której niestety jeden z moich psów przeprowadził amputację jednej dłoni.

Zobacz także

Ludzie / #Wywiad

classic-jpg-9732

Robert Majkut – zawodowo zajmuję się przyszłością

Robert Majkut to ceniony na świecie designer, autor wielu nietuzinkowych projektów. Z sukcesem wykreował markę fortepianów Whaletone, będących rynkowym przełomem w branży muzycznej.

Ludzie / #Wywiad

classic-jpg-9315

Hagi – o kosmetykach prosto z natury

Mama i córki. Każda z nich to inny żywioł, ale pasja ta sama – naturalne mydła, kremy, balsamy i peelingi robione z olejów, roślinnych maseł i olejków eterycznych. Oto Hagi!

Ludzie / #Wywiad

classic-jpg-9016

Bike Town Przemyśl – za zakrętem czeka przygoda

Maciej Kucbora – wielki pasjonat rowerów górskich opowiada o swojej wielkiej pasji i zbliżającym się festiwalu Bike Town Przemyśl.