/hamag/assets/otwarcie-04-jpg-6234.jpeg

Lush Botanicals – polskie kosmetyki ultranaturalne!

Lush Botanicals – młoda polska marka produkująca kosmetyki w 100% naturalne!

Data publikacji: 23.11.2016
W Polsce obecnie trwa wielki „boom” na kosmetyki naturalne. I bardzo dobrze. Coraz więcej kobiet świadomie wybiera specyfiki, które zawierają surowce pochodzenia naturalnego. Wiele firm niestety nadużywa zaufania konsumentów, szumnie nazywając swoje kremy naturalnymi. Dlatego warto czytać składy i poznawać filozofie marek, zanim sięgniemy do portfela. Tak naprawdę chodzi o to, jakie stężenie składników naturalnych zawiera smarowidło i czy na pewno nie dodano żadnych ulepszaczy. W przypadku Lush Botanicals możecie być spokojne – to mazidła pełne czystej natury.

Innowacyjne i zaskakujące

Te produkty tworzone są w 100% z surowców pochodzenia botanicznego: roślinnego oraz pszczelego (wosk pszczeli, mleczko pszczele). Co jeszcze znajdziecie w składzie? Oleje roślinne tłoczone na zimno, świeże ekstrakty roślinne, naturalne witaminy, wody kwiatowe, olejki eteryczne, kwas hialuronowy, a także naturalne substancje aktywne. To taki ekopokarm dla skóry! Mnie podoba się to, że kosmetyki są tworzone jako świeży produkt, bez konserwantów, który trzeba przechowywać w lodówce. Skoro lubię zdrowe i świeże jedzenie, tak i moja skóra preferuje naturalne i świeżo robione kosmetyki, to proste!

Eleganckie opakowanie biofotoniczne z higienicznym dozownikiem

Kremy od Lush Botanicals zawsze trzymamy w lodówce, aby mogły dłużej zachować swoje walory i świeżość. Ich termin ważności wynosi 10 tygodni. Kosmetyki te nie zawierają żadnych konserwantów, nawet tych zgodnych z listą Ecocert, tak więc chłodne potraktowanie ma zagwarantować ich żywotność. Ale to nie wszystko. Na straży świeżości stoją także specjalne opakowania biofotoniczne z ciemnofioletowego szkła Miron Violet Glass. Wcześniej nigdy nie słyszałam o takim rodzaju pojemników… Okazuje się, że ten rodzaj szkła nie przepuszcza szkodliwych promieni światła widzialnego, a jedynie pożyteczne promienie ultrafioletowe, które podtrzymują bioenergię składników. A przy tym prezentują się bardzo elegancko (są idealne na prezent).

Krem na dzień

Już od dłuższego czasu testuję produkty od Lush Botanicals i muszę przyznać, że to niesamowita frajda. Sama świadomość używania tak naturalnych smarowideł dodaje mi skrzydeł. Na pierwszy ogień postanowiłam wypróbować krem na dzień Sunlight – klasyk marki o niezwykle świeżym truskawkowo-różanym zapachu. Jestem wielką fanką wszelkich różanych ingrediencji, więc polubiłam nowe mazidło od pierwszej aplikacji. Sięganie po krem do lodówki na początku może wydawać się co najmniej dziwne, jednak szybko staje się przyjemnym, codziennym rytuałem. Zimny krem dodatkowo działa pobudzająco i poprawia ukrwienie twarzy.

Krem fantastycznie rozświetla

Sunlight zawiera sporo antyoksydantów, witamin, minerałów i kwas hialuronowy. Detoksykuje i dotlenia. Jest lekki, szybko się wchłania (to dobra baza pod makijaż) i dodaje cerze blasku (wzbogacony został o naturalny składnik rozświetlający). Co zawiera? Wodę kwiatową z płatków kwiatu róży damasceńskiej, oleje z pestek: truskawek, kiwi, granatu, róży, passiflory, czarnej porzeczki, jojoba, olej monoi oraz ekstrakty: z mleczka pszczelego, z owoców truskawki, winogron, słodkich migdałów, miąższu liści aloesu, pestek grejpfruta, a także witaminę E i B5. Jakiego efektu możecie spodziewać po tym kremie? Przede wszystkim skóra staje się genialnie nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Skóra staje się soczysta, wygładzona i brzoskwiniowa. 

Serum, także pod oczy

Serum antyoksydacyjne – Cream in the city zostało stworzone z myślą o kobietach żyjących w zanieczyszczonych miastach, żyjących szybko oraz intensywnie. Specyfik stanowi swoistą zaporę przed tymi negatywnymi czynnikami zewnętrznymi, a nawet może odtruć skórę, usuwając z niej groźne toksyny. Serum pachnie różą i drzewem sandałowym, delikatnie rozświetla lico, ma bardzo przyjemną, delikatną konsystencję i niesamowicie odżywia. Skóra staje się bardziej gładka, naturalnie promienna i nabiera blasku. Krem zawiera między innymi: roślinne oleje naturalne, witaminy, kwas hialuronowy i betainę. Razem z kremem pod oczy tworzy duet doskonały.

Stardust to serum dedykowane wrażliwej skórze wokół oczu. Jak każdy dobry krem pod oczy mocno nawilża i odżywia. W składzie znajdziemy kofeinę, która zapewnia doskonałe mikrokrążenie krwi i zapobiega powstawaniu zmarszczek. Pachnie bardzo intymnie i delikatnie (to woń świeżego różowego lotosu i słodkiej mandarynki). Oleje, ekstrakty (z zielonej kawy, z owoców acai, winogron, z pestek guarany, grejpfruta, mleczka pszczelego) oraz woda kwiatowa składają się na tę nieoczywistą kompozycję. Krem pięknie się wchłania i bardzo rozświetla, stanowiąc świetną bazę pod korektor czy podkład. A jeśli wybierzesz siebie w wersji no-makeup, serum zastąpi cały pakiet kosmetyków. Takie naturalne, rozjaśnione spojrzenie to strzał w dziesiątkę i ostatni krzyk mody. Do tego wystarczy spiąć włosy w kucyk, musnąć usta błyszczykiem i wskoczyć na rower!

Naturalnie i przyjemnie, po prostu!

Ultranawilżenie!

Kolejna fantastyczna receptura, oczywiście bez konserwantów, syntetyków, chemii i toksyn to krem ultranawilżający – In the air. Pachnie kwiatowo, cytrusowo, rześko i energetyzująco. Testowała go Mia Linowska. Oto jej recenzja:

Kiedy spotykam się z produktem, który obiecuje ultranawilżenie zawsze jestem odrobinę nieufna. Mam wymagającą skórę, niby normalną, nieszczególnie delikatną, nie mniej jednak w strefie "T" ma ona tendencję do przetłuszczania i wysychania jednocześnie. Produkt, który potrafi sobie z tym poradzić zasługuje na duży plus. W przypadku firmy Lush Botanicals oprócz obietnicy ultranawilżenia producent zapewnia, że krem nie zawiera konserwantów, syntetyków, chemii i toksyn. Czy to nie wspaniale? Zobaczmy, czy koktajl zamknięty w ślicznej butelce potrafi zdziałać cuda!

Samo opakowanie jest bardzo poręczne i eleganckie. Pompka umieszczona w butelce nabiera dość małe porcje produktu, zatem naciskając ją dwa, trzy lub cztery razy możemy otrzymać odpowiednią ilość kremu. To ważne, gdyż nie zmarnujemy ani kropli naszego eliksiru piękności. Już przy pierwszej aplikacji poczujemy niezwykły zapach. Główną nutą są zapachy: różowego lotosu, mandarynki, pomarańczy, cytryny. To one sprawiają, że skóra jest nie tylko nawilżona, ale świeża, elastyczna i promienna. Jednak składniki kremu nie ograniczają się do cytrusowych olejków eterycznych i absolutu kwiatowego. Zawiera wiele zimnotłoczonych olei roślinnych i cennych ekstraktów. Mimo to nawilżając, nie natłuszcza. Formuła jest bardzo lekka i delikatna. Nawilżona i świeża skóra to wszystko czego potrzebujemy. Jeśli jednak chcemy poprawić troszkę nasze samopoczucie odrobiną pudru czy cieni do oczu, nic nie stoi na przeszkodzie. Krem In the air może stanowić bazę pod makijaż. Jak za każdy naturalny krem, zapłacić trzeba będzie więcej. Nie mniej jednak butelka z ciemnego biofotonicznego szkła skrywa zapas witamin, którym nasza skóra może delektować się przez 10 tygodni.

Lush Botanicals to marka, której można zaufać. Na efekty stosowania tych ultranaturalnych smarowideł trzeba poczekać przynajmniej dwa tygodnie. Jeśli prowadzicie zdrowy tryb życia – dobrze się odżywiacie, uprawiacie sport i nie stosujecie sztucznych kosmetyków, skóra zaskoczy Was naturalnym wyglądem, promiennością oraz intrygującym blaskiem.

Zobacz także

Wdzięk / #Test

classic-jpg-10768

Insight – spójrz w głąb włosa

Insight proponuje innowacyjną pielęgnację włosów. Marka udowadnia, że tylko bez przegadanych elementów i niszczącej chemii, można dać pooddychać swoim kosmykom.

Wdzięk / #Recenzja

classic-jpg-10551

Ajeden – kosmetyczna piekarnia

Naturalne mydła, pachnące sole do kąpieli, naręcza kwiatów i słoje miodów – dobrze jest łączyć smaki kuchni i łąki w jedną znakomitą całość. Poznajcie Ajeden!

Wdzięk / #Wywiad

classic-jpg-10121

Ajeden – mydła, w których płynie kozie mleko

Ajeden to naturalne kosmetyki z duszą. Pielęgnują, odżywiają pachną. Jak powstała marka i co może zaoferować?