/hamag/assets/otwarcie-jpg-6865.jpeg

Koreański rytuał piękna, czyli dlaczego Koreanki się nie starzeją?

Dlaczego Koreanki się nie starzeją? Sprawdziłam to na własnej skórze, testując azjatyckie smarowidła, maseczki i pianki.

Data publikacji: 22.12.2016
Ostatnio oczy wszystkich zwrócone są na Koreę Południową. Nic dziwnego. Blogerzy i dziennikarze zachwycają się jej aromatyczną i pikantną kuchnią, podróżnicy kochają bajeczny Seul i sielską Wyspę Jeju, a kobiety oszalały na punkcie koreańskich kosmetyków. W czym tkwi sekret koreańskiego rytuału piękna i czemu w koreańskich drogeriach można spędzić cały dzień? Sprawdziliśmy to.

Pierwsze, co powinniście wiedzieć to fakt, że Koreańczycy o pięknie myślą inaczej niż Polacy. Podczas gdy Polki zaopatrują się głównie w cienie do powiek, eyelinery czy tusze do rzęs, Koreanki swoje makijażowe zestawy traktują minimalistycznie. Znacznie ważniejsza jest dla nich pielęgnacja. Zamiast kolejnych palet do smokey eyes, kupują kosmetyki do demakijażu, maseczki odżywcze i wypakowane wszelkim dobrem słynne kremy BB. Wszystko dlatego, że według nich podstawą pięknego wyglądu jest przede wszystkim zdrowa, odżywiona skóra, która jest ozdobą każdej twarzy. Wiele Koreanek poza wyrównującym kolor cery kremem BB, rezygnuje z makijażu lub robi tzw. make up „no make up” – bardziej wyraziste wersje są przeznaczone na specjalne okazje. Mimo to, każda z nich ma szafkę wypełnioną kosmetykami, których producenci wciąż walczą, by zwrócić uwagę klientek.

Aby to zrobić, co rusz poszerzają swoją ofertę lub odświeżają sprawdzone hity. Nawet kultowe marki nie mogą poprzestać na laurach, bo Koreańczycy uwielbiają nowości i chętnie sięgają po innowacyjne rozwiązania. Bez żalu też zrezygnują z kosmetyku, nawet ulubionego, jeśli tylko zauważą spadek jego jakości lub lepszą alternatywę u konkurencji. Co zaskoczyłoby Polkę, która znalazłaby się w koreańskiej drogerii?

Na koreańskich półkach panuje bogactwo kształtów, kolorów i zapachów

Oceniaj po okładce!

Prawdziwe morze różnorodności – na azjatyckich półkach sklepowych znaleźć można wynalazki, o których w Polsce nikt nie słyszał. A wszystkie z nich są bajkowo zapakowane. Tłoczenia, lśnienia, fantazyjne kształty, zachwycające grafiki. Tu nie ma miejsca na mdłe prostokątne pudełka. Maseczki na twarz mają kształty zwierzęcych pyszczków, a aloesowy żel... aloesu. W Korei możesz kupić błyszczyk w kształcie butelki do wina oraz owalne mydło zapakowane niczym kurze jajko. Wszystkie pudełka krzyczą „weź mnie”, a pomysłowość producentów zachwyca. Każde opakowanie jest dopracowane i sprawia, że kosmetyku chce się używać jak najczęściej.

Taki jest zresztą cel wymyślnych form – zachwycające opakowania mają sprawić, że codzienne zabiegi staną się rytuałem i prawdziwą przyjemnością. Koreańczycy podchodzą do tego tematu konsekwentnie – codziennie poświęcają kilka minut rano i wieczorem na dopieszczenie swojej skóry. Jeśli mogą to zrobić w pięknym stylu, tym lepiej. Ale opakowanie to nie wszystko – możecie być pewni, że jeśli macie problem z cerą, to jego rozwiązanie znajdziecie w Korei.

Koreańskie tinty mają fantazyjne formy oraz bardzo trwały kolor

Ciągła walka o klienta

Koreańskie firmy nie boją się innowacji, sięgania po dziwne składniki i nietypowe formy. Dzięki temu w sklepach znaleźć można mnóstwo różnorodnych produktów, których skuteczność szybko weryfikują klienci. Ze względu na dużą konkurencję na rynku, rotacja na półkach także jest spora, a nieskuteczny produkt po prostu z nich znika. Koreańczycy są wymagającymi klientami – nieciekawe opakowanie, utrudniona aplikacja kosmetyku czy niezadowalające efekty to wystarczający powód, by zrezygnować z produktu bez chwili wahania. Przywiązanie do marki? Tylko tak długo, jak skuteczne będą jej produkty. Dlatego producenci nie unikają śmiałych rozwiązań – wszystko po to, by zaskoczyć klienta i wyróżnić się w tłumie.

Oczyszczanie, nawilżanie, ochrona – Koreanki dbają o siebie kompleksowo

Uroda ślimaka

Śluz ślimaka, jad węża czy toksyna pszczoły. To nie składniki wywaru wiedźmy ani lista zakupów szalonego alchemika. Dorzuć do tego drożdże winne czy jajko, a otrzymasz jedne z najpopularniejszych składników koreańskich kosmetyków. Oczywiście nie wszystkie z nich brzmią tak onieśmielająco. Czytając skład koreańskich kosmetyków, natkniemy się także na zieloną herbatę, żeń-szeń czy jaśmin. Europejczyków może zdziwić nie tylko lista składników (o ile będą w stanie ją odczytać). Formy w jakich występują koreańskie kosmetyki także zaskakują: krem, który w kontakcie z wodą zmienia się w lekką piankę lub mydełko, które po pozostawieniu na skórze zmienia się w odżywczą maseczkę to tylko niektóre z nich. Są także bąblujące maseczki, które zmieniają się w oczyszczającą piankę, mus do demakijażu czy pieniące się olejki.

Nie wolno zapomnieć także o słynnych esencjach – mają one lekką konsystencję oscylującą pomiędzy żelem, a wodą. To kosmetyk rzadko dostępny w Polsce, bez którego żadna Koreanka nie wyobraża sobie pielęgnacji twarzy. Wygląda niepozornie, ale to skoncentrowane serum odżywcze, które potrafi zdziałać cuda. Tutaj warto wspomnieć, że oczyszczanie twarzy traktowane jest w Korei bardzo poważnie i składa się ono z kilku etapów: demakijażu zwykłym mleczkiem, oczyszczanie olejkiem do twarzy, następnie stosowana jest pianka, tonik, a na końcu obowiązkowa esencja i inne kosmetyki odżywcze. Pomiędzy niektóre etapy powinno się od czasu do czasu wpleść peeling lub maseczkę upiększającą. Można pomyśleć, że to zbyt wiele, ale wystarczy spojrzeć na twarze starszych Koreanek, które cerę mają przynajmniej o dekadę młodszą, niż świadczyłyby daty ich urodzin. Koreańskie metody naprawdę działają.

W koreańskiej kosmetyczce

Jeśli koreański rytuał piękna wydaje Ci się intrygujący, poniżej przedstawiamy subiektywną listę najciekawszych kosmetyków, od których warto zacząć przygodę z azjatyckimi markami. Niektóre z nich znajdziesz w polskich sklepach stacjonarnych i internetowych, ale czasem warto poszperać w poszukiwaniu okazji na ebay.com. Pamiętaj tylko, żeby kupować wyłącznie od lokalnych sprzedających – popularność koreańskich kosmetyków sprawiła, że łatwo natrafić na chińską podróbkę. Warto czasem poczekać na ciut dłuższą wysyłkę i dopłacić kilka dolarów, by przekonać się jak dobroczynny wpływ będzie miała dla twojej skóry inspiracja Dalekim Wschodem.

W kosmetykach znajdziemy wiele inspiracji kuchnią: tutaj mamy mydełko-jajo z zieloną herbatą

Maseczki

Koreańskie maseczki lub tzw. sheet mask to absolutna podstawa pielęgnacji twarzy. Stosowane 2-3 razy w tygodniu, sprawiają, że skóra jest idealnie odżywiona i nawilżona. Koreanki określiłyby ją jako chok chok, czyli pełną blasku, zdrową, oczyszczoną. Nie przepadają one za matowieniem skóry – wolą naturalnie lśniącą i zdrową cerę, bez nadmiaru pudru i podkładu, które zatykają pory i nadają twarzy ciężkości. Taka oczyszczona skóra jest miękka w dotyku, ale też o wiele lepiej chłonie wszelkie składniki odżywcze. Tutaj wkraczają do boju maseczki. Mają one formę bawełnianej płachty i nakłada się je na około 10-20 minut. Stosuje się je kilka razy w tygodniu, co nie jest specjalnie kosztowne, bo ich ceny w przeliczeniu na złotówki zaczynają się od kilku złotych. Szczególnie, że zazwyczaj oferowane są w opakowaniach zbiorczych, np. po 40 sztuk, co jest bardzo atrakcyjne cenowo. Każda marka ma przynajmniej kilka maseczek do wyboru, w tym nawilżające, rozjaśniające, przeciwko starzeniu czy oczyszczające pory.

Jedne z najpopularniejszych to te z nadrukowanymi zwierzęcymi pyszczkami, jak odżywcze Angry Cat czy rozświetlające Black Panda ze Skin79. Te kupisz w Polsce już za około 15 złotych. Ciekawą opcją jest także zupełna nowość: maseczki bąblujące. Dzięki specjalnej piance, która tworzy się na powierzchni skóry, maseczka zapewnia masaż twarzy oraz idealne oczyszczenie. Uczucie jest niezwykle przyjemne – bąbelki wyjątkowo skutecznie otwierają pory i oczyszczają je, a nałożone później składniki odżywcze o wiele szybciej wnikają w skórę. Ciekawą sztuczką, którą stosują Koreanki jest maksymalne wykorzystanie maseczki – po użyciu w opakowaniu często zostaje specyficzny żel, w którym zanurzona była maska. Zamiast go wyrzucać, warto zużyć go na resztę ciała lub jako odżywkę do włosów. Maseczki w formie płachty są coraz bardziej popularne również w Polsce. Te z koreańskim rodowodem można znaleźć w wielu popularnych drogeriach i perfumeriach.

Maseczki to absolutna podstawa azjatyckiej pielęgnacji

Kosmetyki z jajem

Osobiście pokochałam serię Egg Pore od Tonymoly. To trzy różne maseczki oczyszczające, skryte w uroczym opakowaniu w kształcie jajka. Skład każdej z nich także oparty jest o jajka, jednak ich przeznaczenie jest różne. Mamy więc Egg Pore Blackhead Out, które idealnie oczyszcza skórę z zaskórników, Egg Pore Tightening Cooling Pack, które zamyka rozszerzone pory, a także Egg Pore Nose Pack Package, satynowy podkład pod makijaż, który jednocześnie kamufluje rozszerzone pory. Pierwsza maseczka ma postać przezroczystego żelu ze specjalnymi kapsułkami, które ułatwiają oczyszczanie. Pod wpływem wody zmienia się w biały krem, który rozgrzewa skórę. O nawilżenie po oczyszczaniu dba zawarte w żelu żółtko jajka.

Z kolei maska zamykająca pory ma w swoim składzie sproszkowaną skorupkę jajka oraz glinkę i przypomina jedwabisty krem o strukturze ściętego białka. Ostatni z produktów to lekka baza utrwalająca makijaż i wygładzająca cerę z ekstraktem z białek. Wszystkie trzy kremy są nie tylko przyjemne w użytkowaniu, ale też pięknie prezentują się na półce. Tonymoly podpowiada, by po zużyciu kremu przerobić go na nietypową doniczkę do ziół.

Oczyszczanie

Ciekawą nowością jest seria Natural 98 od Skin79. To seria kosmetyków oparta o naturalne składniki, co akurat nie jest w Korei niczym innowacyjnym. To, co intryguje, to formuła oczyszczającego musu Yum Yum Cleanser. Na pierwszy rzut oka kosmetyk przypomina bowiem... biały delikatny twarożek o cytrusowym zapachu. Jest niezwykle przyjemny w dotyku, a przy okazji pomaga idealnie oczyścić skórę. Yum Yum Cleanser występuje w dwóch wersjach: adlay oraz lemon. Pierwszy ma w składzie m.in. ekstrakt z nasion łzawicy o silnym działaniu antyoksydacyjnym, rozmaryn, olejek cytrynowy oraz olejek eukaliptusowy.

Wersja cytrynowa została rzecz jasna oparta o rozjaśniający ekstrakt z cytryny oraz kwas askorbinowy, a także 15 różnych olejków. Yum Yum Cleanser należy przechowywać w chłodnych miejscach, takich jak lodówka, by uzyskać jak najlepsze efekty. Chłodny mus jest zdecydowanie przyjemniejszy dla skóry niż szczypiący tonik, który może przesuszyć skórę. W dodatku jest zapakowany w uroczy i łatwy w użyciu słoiczek.

Yum Yum Cleanser to lekki mus o bajecznym zapachu

Nakarm skórę

Jedną z najbardziej znanych koreańskich marek jest Skin Food – ich filozofia opiera się na powiedzeniu, że jesteś tym, co jesz, Dlatego w swoich produktach do odżywiania skóry, sięgają po składniki prosto z kuchni. Najwyższej jakości składniki, takie jak brazylijski brązowy cukier, czarny miód czy francuskie winogrona, sprawiają, że Skin Food od wielu lat pozostaje jedną z ulubionych marek Koreańczyków. Prawdziwą gwiazdą w ich ofercie jest Black Sugar Mask, złuszczająca maseczka-peeling, cudownie pachnąca brązowym cukrem oraz ziołami. Odżywianie wykonane za jej pomocą skutecznie wygładza i nawilża cerę. Najlepsze efekty uzyskuje się podczas wykonywania maseczką delikatnego masażu twarzy. Po jej użyciu można na własnej skórze przekonać się, co to znaczy mieć buzię gładką jak pupa niemowlęcia.

To nie przekąska, tylko pomysłowy krem do rąk!

Kultowe BB

Ten tekst nie byłby kompletny, bez choćby pobieżnego opisu kremów BB. Ten koreański wynalazek to świetnie kryjące podkłady, pełne wartościowych składników odżywczych, pozwalające jednocześnie na ukrycie niedoskonałości, jak i walkę z nimi. BB są bardzo wydajne, a odpowiednio nałożone, nie pozostawiają smug i ładnie dopasowują się do koloru cery. W porównaniu ze zwykłymi podkładami, nie wysuszają skóry, są także lżejsze w odbiorze, nie ma przy nich uczucia grubej warstwy na twarzy oraz zatkanych porów. Tutaj znów przywołam Skin79, której podkład Hot Pink Super+ Beblesh Balm Triple Functions jest na tyle kultowy, że bez problemu można go kupić w Polsce, choć tutaj zaznaczę, że ceny na ebayu potrafią być o połowę niższe. Ten BB Cream idealnie nadaje się do poszarzałej cery, wymagającej rozświetlenia i nawilżenia. Poza odżywianiem skóry, ma też działanie przeciwzmarszczkowe, a co najważniejsze zapewnia także ochronę przeciwsłoneczną SPF 25.

To jedna z podstaw, na którą zwracają uwagę Koreańczycy wybierając kosmetyk. Nie zobaczycie ich na plaży bez grubej warstwy ochronnego filtra, okularów przeciwsłonecznych oraz kapelusza z szerokim rondem. Ale to nie wszystko – w Korei z promieniowaniem UV walczy się na co dzień, wykańczając makijaż kremem z filtrem ochronnym nawet zimą. Wyjątku nie stanowią tu panowie czy dzieci. Ochrona przeciw szkodliwemu promieniowaniu dotyczy każdego. Dlatego wszystkie BB gwarantują mniejszą lub większą ochronę przeciwsłoneczną. Poza Skin 79, ciekawą ofertę ma też marka Etude House, której krem sama stosowałam z powodzeniem kilka lat, zanim postanowiłam sięgnąć po jakąś odmianę. Precious Mineral BB Cream z Etude House zapewnia ochronę SPF 30, a także ładnie komponuje się z zachodnią cerą. Ma bardziej wodnistą konsystencję niż kremy Skin79, dzięki czemu dobrze się wchłania, ładnie też ujędrnia skórę. Kremów BB jest jednak na tyle dużo, że warto eksperymentować i poszukać idealnej opcji dla siebie.

To, co mnie osobiście najbardziej ujęło w koreańskich kosmetykach, to fakt, że pozwalają one zamienić zabiegi pielęgnacyjne w rytuał, który jest niesamowicie przyjemny i relaksujący. Zabawa różnymi konsystencjami i metodami angażuje wszystkie zmysły. Skóra jest masowana, muskana delikatną pianką, głaskana, pryskana i olejowana, a każdy zabieg pozwala poczuć się wyjątkowo i urządzić minispa w domowych warunkach. Nic dziwnego, że Koreanki słyną z naturalnej urody, którą zachowują na długie lata. Na każdym rogu mają sklepy pełne cudownych specyfików, które w dodatku nie rujnują ich kieszeni.

Dodajcie do tego pyszne i zdrowe azjatyckie jedzenie (no, może poza boczkiem, za którym Koreańczycy szaleją) oraz doskonałe koreańskie sauny i już znacie przepis na orientalne piękno. Zaadoptowanie go do polskich warunków może być przyjemną odmianą od rodzimych marek i sposobów. Moim zdaniem najprzyjemniej jest wypróbować azjatycki rytuał piękna w towarzystwie bibimbapu (ryżu z warzywami i pikantną pastą paprykową) oraz soju (koreańskiego bimbru z ryżu i ziemniaków).

Zobacz także

Wdzięk / #Recenzja

classic-jpg-11360

Naturalne antyperspiranty – top 3

Jakie naturalne antyperspiranty wybierać, aby nie zaszkodzić zdrowiu, ale jednocześnie zadbać o higienę?

Wdzięk / #Recenzja

coffee-scrub-classic-jpg-11117

Bare Care – peeling kawowy na jesień

Bare Care to nowość na rynku kosmetyków naturalnych. Bare Care to peeling kawowy stworzony dla fanek aromatycznych ziaren!

Wdzięk / #Recenzja

classic-jpg-11109

Hmilk no stress – test mleczka do włosów farbowanych

Hmilk no stress to nowość marki Oway, która w swoim portfolio posiada same naturalne i przyjazne włosom preparaty. Jak mleczko wypadło w testach?