/hamag/assets/otwarcie-jpg-8696.jpeg

Gastrokosmetyki – „pyszności” z drogerii

Kosmetyki czy przysmaki. A może jedno i drugie? Poznajcie gastrokosmetyki!

Data publikacji: 07.04.2017
Na rynku kosmetycznym już od kilku lat pojawiają się produkty-dziwy, które można tradycyjnie wklepać sobie w skórę lub… skonsumować. W Polsce są nadal słabo znane, lecz na Zachodzie i w Azji nie budzą zaskoczenia. Skusicie się na porcję porannej owsianki z kleksem balsamu do ciała?

O tym, że kosmetyki można stworzyć w 100% z produktów spożywczych wiedziały już nasze prababki i wie to każdy, kto choć trochę interesuje się tzw. kosmetyką naturalną czy kuchenną. W ostatnich latach namiętnie chodzimy na warsztaty i wytwarzamy w domu maseczki z płatków owsianych, awokado czy papai, peelingi z cukru, oliwy i cytryn. Włosy znów myjemy żółtkiem, płuczemy piwem i wcieramy w nie odpowiednio dobrane oleje. Ale czy pozostałości mikstur zjadamy? Raczej nie. Coś innego sugerują nam twórcy gastrokosmetyków.

Jadalne i zjadliwe

Do tej pory kosmetyki, które można było przypadkiem zjeść i nie zachorować kojarzyły się z pomadkami (różne legendy podają, ile kilogramów kolorowej masy zjadamy przez całe życie) lub z żelami intymnymi i do masażu erotycznego. Niektórzy mogą pamiętać serię kosmetyków sygnowanych przez Jessicę Simpson (rok 2004!), m.in.: pianek do ciała, perfum, błyszczyków Dessert Beauty. Przekaz marketingowy kierował konsumenta raczej w kierunku erotycznych igraszek niż, tak jak obecnie, naturalnych i bezpiecznych składów.

Dziś coraz częściej możemy natknąć się na produkty w 100% ze składników naturalnych. Tak reklamuje się np. IO Beauty Booster. To przeciwzmarszczkowe serum z jagód goi i acai, które można użyć na dwa sposoby. Tradycyjnie połączyć dwie krople fioletowego ekstraktu z owoców z dołączonym do zestawu koncentratem – wymieszać i nałożyć na twarz. Można również IO Beauty Booster wkropić do porannego smoothie lub jogurtu albo zawartość pipety umieścić bezpośrednio pod językiem. W czym preparat ma być lepszy od soku z owoców? Jest skoncentrowany, nie zawiera cukru i działa szybciej.

IO Beauty Booster.

Deo Perfume Candy firmy Bulgaria to dezodorant w cukierku. Słodkie (i podobno pyszne) dropsy ssane przez około tydzień spowodują, że nasze ciało spowije delikatny zapach bułgarskich róż. Wszystko to sprawka geraniolu, który jest obecny w olejku różanym oraz węgla i wodoru. Dwie ostatnie substancje łatwo ulegają rozpuszczeniu i szybko przenikają przez komórki skóry, co w połączeniu z resztą składników tworzy efekt delikatnego zapachu.

Deo Perfume Candy

Słodycze są dobre dla skóry? Niektóre podobno tak. Poobiednią kawę możemy zagryźć batonikiem Balance Bar, uelastyczniającym głębokie warstwy skóry, wafelkiem Nimble, który sprawi, że cera będzie wyglądała na bardziej wypoczętą albo owocowym Frutles – ten poradzi sobie z zaskórnikami.

Zaglądamy na rynek azjatycki. W ubiegłym roku KFC wypuściło krótką serię dwóch jadalnych lakierów do paznokci. W dodatku każdy z nich smakował innym rodzajem firmowej panierki – pikantnej (kolor pomarańczowy) i tradycyjnej (beż). Lakiery z kampanii „Finger lickin’ good” nie trafiły na sklepowe półki, była to raczej sprawna akcja marketingowa, która miała zwrócić uwagę na sieć restauracji. Towarzyszył jej klip, który w Hangkongu raczej nikogo nie zaskakiwał. W nadal konserwatywnej Europie być może spowodował lekkie zmieszanie.

Wszystkie wspomniane produkty są dość niszowe i nie kupimy ich w polskich sklepach. Inaczej sytuacja ma się na Zachodzie, tu całkowicie jadalne pomadki Bite beauty można nabyć w dobrze nam znanej Sephorze. Ceniona brytyjska marka Lush również wprowadziła linię kosmetyków, które można wklepać w skórę lub zjeść.

Jadalne, czyli niejadalne

Niektóre kosmetyki promowane jako „jadalne”, czytaj: mają w swoich składach tylko naturalne substancje, które nie zaszkodzą po ich skonsumowaniu. Ale czy to znaczy, że są PRZEZNACZONE do jedzenia? Oczywiście, że nie. Poza tym zdarza się, że są dość paskudne w smaku.

Tastyface Organics to marka, która ma w swojej ofercie same organiczne produkty. Pozbawione parabenów i składników, których nazwy nawet trudno wymówić. Nazwa „Tastyface” sugeruje jakoby produkty tej marki można było zjadać. Teoretycznie tak, ale lepiej klasycznie je wcierać. Biorąc dosłownie marketingowy przekaz, można się zdziwić. Przekonały się o tym blogerki, które na portalu Buzzfeed postanowiły przetestować kilka produktów tego typu. Kolejna marka, która sygnuje się jako tworząca jadalne mazidła, a które na pewno nie powinny być brane do ust to Natural Organic Edible Cosmetics. To kosmetyki, które również nie są smaczne. Owszem, wszystkie zawarte w nich składniki są jadalne, ale nie znajdziemy tu niepowtarzalnych kompozycji smakowych, które chcielibyśmy umieścić w codziennym menu.

Superfood dla skóry

Koreańska marka Skin Food tworzy kosmetyki oparte na wyciągach z owoców i warzyw, jednak nie wszystkie z nich można zjadać. Pomadki z pomidora, pianka do mycia twarzy i maska z białek jaj lub drożdży, serum z awokado, odżywka z oleju arganowego – wszystko wygląda naprawdę smakowicie, ale nie rozpędzajmy się i odłóżmy łyżeczki. Kosmetyki Skin Food to po prostu dobre, naturalne kosmetyki, ale nie z gatunku „jadalnych”, choć ich nazwa i marketing mogłyby to niektórym sugerować.

Kosmetyki Skin Food to po prostu dobre, naturalne kosmetyki.

Shot dla urody

Branże kosmetyczna i spożywcza zbliżają się do siebie coraz bardziej. Pojawiły się już specjalne koktajle, które mają wspomóc regenerację skóry, zatrzymywać starzenie, wzmocnić włosy i paznokcie. Glowelle od Nestle to nutrikosmetyk pełen antyoksydantów, witamin, silnie nawilżający drink. Butelka kosztuje 7 dolarów, można również wybrać wersję „na raz”. Na podobnej zasadzie działa Beauty & Go i FIX Anti-Aging Formula.

Beauty & Go i FIX Anti-Aging Formula

Jak nigdy wcześniej dbamy o to, co ląduje na naszych talerzach, a jedzenie staje się filozofią życia. Obawa przed nowotworami i starzeniem powoduje, że stajemy się swoimi własnymi dietetykami. W podobny sposób dobieramy kosmetyki – nasze kuchnie i łazienki to małe laboratoria chemiczne. Twórcy niektórych „jadalnych”marek bazują na owym pędzie i podsuwają nam wytwory, wydawałoby się absolutnie bezpieczne: bo skoro kosmetyk można zjeść, to na pewno jest on zdrowy. Pewnie tak, ale czy na sklepowych półkach znajdziemy tylko zdrowe produkty spożywcze? Niestety nie. Najlepiej zachować zdrowy rozsądek i zawsze analizować skład – tego co nakładamy na talerz i na twarz.

Zobacz także

Wdzięk / #Recenzja

classic-jpg-11360

Naturalne antyperspiranty – top 3

Jakie naturalne antyperspiranty wybierać, aby nie zaszkodzić zdrowiu, ale jednocześnie zadbać o higienę?

Wdzięk / #Recenzja

coffee-scrub-classic-jpg-11117

Bare Care – peeling kawowy na jesień

Bare Care to nowość na rynku kosmetyków naturalnych. Bare Care to peeling kawowy stworzony dla fanek aromatycznych ziaren!

Wdzięk / #Recenzja

classic-jpg-11109

Hmilk no stress – test mleczka do włosów farbowanych

Hmilk no stress to nowość marki Oway, która w swoim portfolio posiada same naturalne i przyjazne włosom preparaty. Jak mleczko wypadło w testach?