/hamag/assets/bawiac-big-jpg-1097.jpeg

Bawiąc, uczą... się

Gdy zaglądam do sklepów z zabawkami, czasem żałuję, że nie jestem już dzieckiem… Moją ukochaną zabawką z dzieciństwa był miś z pozytywką w brzuchu i guzikiem zamiast oka (bo jedno odpadło „temu misiu”).

Data publikacji: 10.01.2016

A dziś wystarczy zanurkować w otchłanie sklepów dla maluchów, żeby zachwycić się możliwościami nowoczesnych maskotek.

Kiedy w drugiej połowie lat 90. XX wieku byłam w podstawówce największym przebojem „zabawkowym” było Tamagotchi. Z pewnością je pamiętacie – w urządzeniu w kształcie jajka „mieszkał” złożony z kilku pikseli stworek. Trzeba było się nim opiekować – karmić, zabawiać oraz sprzątać „pikselowe” odchody zwierzaka. XXI wiek ma własną odmianę Tamagotchi – i to analogową. Chodzi oczywiście o Furby – interaktywną zabawkę w kształcie gremlina, której właściwości naśladują ludzką osobowość. Co ciekawe, Furby potrafi mówić – wypowiada kilka słów we własnym języku, ale wytrwałe dziecko będzie w stanie nauczyć go również podstaw języka polskiego czy reagowania na imię. Stworek przejawia pewne zdolności artystyczne – potrafi (i lubi) śpiewać oraz tańczyć. O talencie wokalnym zabawki przekonałam się, gdy wypożyczyłam ją do testowania, a Furby śpiewał na cały głos, „umilając” podróż autobusem do domu. Dziecko może Furby’ego czesać, głaskać, ciągnąć za uszy, śpiewać razem z nim albo po prostu monologować, a każda akcja wywoła inną reakcję. Ważna wiadomość dla rodziców – zabawka zabiera głos nawet niepytana. I to dość często. Jeśli nie macie niewyczerpanych pokładów cierpliwości, może stać się irytująca. Uzupełnieniem zabawki jest aplikacja na smartfony z Androidem lub iOS. Za jej pośrednictwem można karmić Furby’ego, ale także korzystać ze słownika lub translatora głosowego. Stworek przeznaczony jest dla dzieci od lat 6 oraz starszych, kosztuje ok. 250 zł. 

FurbyFurby - cena ok. 250 zł.

Z pewnością pamiętacie klocki Lego. W ich ofercie znajdziemy już nie tylko statyczne konstrukcje. Teraz można z nich poskładać własnego robota. W zestawach Mindstorms EV3 dostępnych jest 6 modeli (między innymi skorpion, robot czy wąż). Klocki te przeznaczone są dla dzieci w wieku od 10 lat, ponieważ złożona konstrukcja nie będzie działała poprawnie bez odpowiedniego zaprogramowania. Nie obawiajcie się jednak, sam proces jest nieskomplikowany i dostosowany do możliwości dzieci, które jeszcze nigdy nie napisały ani jednej linii kodu. Elementem Lego Mindstorms EV3 są też motorki – w końcu roboty muszą się jakoś poruszać. Zestawem można sterować za pośrednictwem aplikacji przygotowanej na smartfona (polecenia głosowe lub ruch urządzeniem), pomocny okaże się również pilot. Możliwości konstrukcyjnych jest tu bez liku, a co więcej, zabawka spełnia też funkcje edukacyjne. Jeśli przypuszczacie, że wasze dziecko ma zdolności do majsterkowania, programowania lub po prostu lubi tworzyć „coś” z „niczego” – Lego Mindstorms może być rozwiązaniem. Trzeba tylko zauważyć, że zestaw ten zyska amatorów przede wszystkim wśród chłopców. I jeszcze łyżka dziegciu w tej beczce miodu – zestawy są dość drogie. Jeden kosztuje około 1300-1500 zł. Był już Furby dla najmłodszych, przyszedł czas na towarzysza dla nieco starszych dzieci. Panie, Panowie – oto dinozaur Pleo. Ta zabawka będzie rosnąć i rozwijać się z waszymi pociechami, a ponadto wykazuje niezwykłe zaawansowanie technologiczne. Nie dość, że się porusza, wydaje dźwięki, ma własny cykl snu (wieczorem zawija się w kłębek i po prostu zasypia), to jeszcze wyposażona została w szereg czujników. Pleo widzi, słyszy i czuje. Gdy zaczniemy go głaskać, będzie reagował i domagał się atencji. Gdy wyniesiemy go z domu na jesienny spacer – rychło się przeziębi (sprawdziłam to mimowolnie, więc wy już nie musicie). Dinozaura należy karmić (w zestawie znajdziemy specjalne plastikowe liście), zabawiać go i poświęcać mu czas i uwagę. Jednym słowem: nie można o nim zapomnieć. Po zakupie i pierwszym opuszczeniu pudełka dinozaur ma „świadomość” noworodka, ale można go nauczyć kilku sztuczek, np. liczenia. Pleo tak mnie zainteresował, że wypożyczyłam go na dwa tygodnie, żeby przekonać się, czy rzeczywistość odpowiada zapewnieniom producenta. I trzeba przyznać, że nawet osoba dorosła może się do tej zabawki przywiązać, bo mały robot zachowuje się jak zwierzę – podąża za właścicielem, dopomina się o pieszczoty i uwagę. Pleo prezentuje również rozmaite stany emocjonalne, odczuwa „prawdziwe” potrzeby. Może być przygnębiony lub radosny, głodny lub syty (wtedy czasem bardzo nieelegancko mu się odbija), śpiący lub w nastroju do zabawy. Emocje odzwierciedlone są w tak realistyczny sposób, że nie sposób pozostać obojętnym na przymilne spojrzenia i gesty stwora. Pleo nie jest tanią zabawką – kosztuje ok. 1000 zł. 

FurbyLego Mindstorms

Ostatnią propozycją dla dzieci dużych i małych jest kulka Sphero 2.0. To taka plastikowa piłeczka-robot, którą kontrolujemy za pomocą aplikacji na smartfona. Porusza się z prędkością 2 m/s i świeci. To wszystko? W zasadzie tak, bo cała zabawa jest wtedy w naszych rękach. Można zbudować tor przeszkód i spróbować go pokonać bez zatrzymywania się (co nie jest proste) albo sprawdzić, w jaki sposób na obecność kulki zareagują kot czy pies. A jeśli kiedyś fantazja się skończy, to można wypróbować aplikacje współpracujące ze Sphero – wyścigi, multiplayer oraz takie, które wykorzystują rzeczywistość „rozszerzoną” (np. na ekranie tabletu albo smartfona robo-kulka może wyglądać np. jak zabawny bóbr, którego można kontrolować). Mały robocik kosztuje ok. 500 zł. Jak widzicie, najbardziej nowoczesne zabawki niezbyt przypominają te, które my pamiętamy z naszego dzieciństwa. To już nie tylko zwykłe przytulanki – są interaktywne, wymagają od dzieci zaangażowania, opieki, czasem spełniają funkcje edukacyjne. I dobrze – od nowoczesnych czasów należy oczekiwać nowoczesnych zabawek, a przecież w najbliższych latach liczba robotów dookoła nas wzrośnie. Być może stanie się tak, że nasze dzieci zaczną tworzyć własne robotyczne konstrukcje. Gdy byłam dzieckiem autentycznie kochałam moje misie, klocki i lalki. Dzisiejsze dzieci mają inne zabawki i tworzą z nimi inne relacje. Profesor MIT Sherry Turkle w książce Alone Together pisała: „Przez 30 lat obserwowałam dzieci bawiące się coraz bardziej wyrafinowanymi zabawkami komputerowymi. Obserwowałam, jak zabawki te przestawały być opisywane jako <<tak jakby żywe>>, a zaczynały być <<wystarczająco żywe>>. (...) W późnych latach 70. i wczesnych 80. dzieci starały się dokonać filozoficznego rozróżnienia żywotności w celu kategoryzacji komputerów. Teraz, kiedy dzieci mówią o robotach jako o wystarczająco żywych do różnych celów, nie starają się jednocześnie odpowiadać na abstrakcyjne pytania. Są pragmatyczne: różne roboty rozpatrywane są jako poszczególne przypadki, znajdujące się w różnym kontekście. (Czy jest wystarczająco żywy, żeby być przyjacielem, opiekunką, lub towarzyszem dla babci lub dziadka?). Czasem pytanie przyjmuje bardziej delikatną naturę – jeśli robot sprawia, że zaczynasz go kochać, staje się przez to żywy?”.

Zobacz także

Dziecko / #News

archi-classic-1-jpg-7700

Zabawa w architekta

Kim chcieliście zostać jako dzieci? Astronautami, treserami lwów czy też raczej czarodziejami lub władcami odległych krain? A może architektami?

Dziecko / #News

moonlite-classic-1-jpg-7160

Podręczny projektor

Czy są wśród was tacy, którzy pamiętają czasy projektora Ani? Jeśli na myśl o bajkach wyświetlanych na ścianie chwyta was nostalgia, Moonlite to projekt zdecydowanie dla Was!

Dziecko / #News

sami-the-seal-classic-jpg-6994

Inhalator dla dzieci – Sami the Seal

Firma Philips przygotowała inhalator, który nie przestraszy ani nie zniechęci dziecka do nebulizacji.